Od 2016 roku pracuję w sektorze humanitarnym. W tym czasie pełniłam różne role: udzielałam psychologicznego wsparcia, byłam koordynatorką projektów, liderką organizacji. Znam ten system od środka. Wiem, jaki wpływ ma na życie milionów ludzi, i jednocześnie rozumiem, jak wiele wymaga od tych, którzy są jego częścią. Widziałam, jak kumuluje się zmęczenie, napięcie, chroniczny stres. Nawet ogromny wysiłek zaczyna wydawać się zbyt mały wobec skali potrzeb. Program Mokuteki pojawił w momencie, gdy sama zbliżyłam się do granicy wyczerpania. I był dla mnie czymś więcej niż tylko szkoleniem.
Program to ludzie
Program szkoleniowy Mokuteki dla osób wspierających liderki i liderów ukraińskich organizacji prawnoczłowieczych i humanitarnych to część większego projektu Mokuteki, którego celem jest wzmocnienie społeczeństwa obywatelskiego Ukrainy. Osoby, które wzięły udział w kursie, nie znalazły się tam przypadkiem.
My, ukraińskie psycholożki, psychoterapeutki, lekarki, coachki, facylitatorki, pracowniczki NGO, żyjemy w warunkach wojny lub przymusowej emigracji, a równolegle każdego dnia wspieramy innych.
Podczas zajęć online część z nas łączyła się z Ukrainy – z rzeczywistości, w której nie da się planować dalej niż do jutra, gdzie lęk staje się tłem, zmęczenie normą, a realne zagrożenie życia codziennością. Inne łączyły się z emigracji – w trakcie adaptacji, w rozłące z bliskimi, z barierami językowymi, niestabilnością finansową i stałą koniecznością udowadniania swojego prawa „bycia tutaj”. Właśnie w tym kontekście uczyłyśmy się pracy z wypaleniem liderek i liderów ukraińskich organizacji.
Różnorodność perspektyw
Zajęcia online prowadziły ekspertki z polskiego sektora NGO, specjalistki od pracy z ciałem oraz międzynarodowe coachki zajmujące się wypaleniem. Zadawałyśmy pytania, dzieliłyśmy się wątpliwościami i własnym doświadczeniem zawodowym, rozmawiałyśmy. Różnorodność perspektyw prowadzących i uczestniczek wnosiła dodatkową wartość, budowała poczucie, że program nie jest narzuconą z góry zamkniętą strukturą, ale że go współtworzymy.
Coraz wyraźniej widziałyśmy, że wypalenie nie jest problemem pojedynczej osoby. I na pewno nie jej słabością ani nieumiejętnością radzenia sobie. To rezultat sposobu funkcjonowania systemu – wewnętrznego, organizacyjnego i społecznego. Przejście od patrzenia na wypalenie jako na indywidualną odpowiedzialność do zrozumienia, że jest zjawiskiem systemowym, pozwoliło zbudować bardziej wielowymiarowy obraz tego mechanizmu.
Pięć dni w górach
Jednak prawdziwy przełom nastąpił we wrześniu 2025 roku podczas pięciodniowego spotkania w Tatrach. Już pierwszego wieczoru, gdy przyjechałam na miejsce, uderzyła mnie cisza, która zapraszała do pozbawionej informacyjnego szumu i pośpiechu przestrzeni. Z każdym dniem coraz mocniej uświadamiałam sobie, że ograniczenie bodźców i możliwość zwolnienia tempa są podstawowymi warunkami regeneracji w chronicznym stresie. W pracy z wypaleniem to fundament. To właśnie ta cisza stała się ramą całego procesu. Tempo pracy, sposób prowadzenia rozmów, czas między sesjami – wszystko budowane było wokół uważności i spowolnienia.
Szczególnie ważny okazał się dzień przeznaczony na regenerację – bez wymagań i zadań, bez codziennego poczucia winy i przekonania „najpierw inni, potem ja”, ale z prawem do troski o siebie. Ktoś poszedł w góry, ktoś do term, ktoś po prostu spacerował po Zakopanem. Dla osób z zawodów pomocowych pozwolenie sobie na taki dzień okazało się niemal rewolucyjnym doświadczeniem.
I prawdopodobnie właśnie wtedy wiele z nas – nie teoretycznie, lecz na poziomie ciała – poczuło, czym jest profilaktyka wypalenia. Zmieniła się dynamika grupy i całego procesu. Pojawiło się więcej głębi, zaufania i klarowności.
Stało się jasne, co odróżnia Mokuteki od wielu innych inicjatyw edukacyjnych. Jest ukierunkowany nie tylko na rozwój umiejętności pomagania innym, lecz także na wsparcie samego systemu wsparcia. Troska o specjalistki – ich stan, zasoby i odporność –została wbudowana w strukturę programu jako pełnoprawny element.
Z praktyki
W październiku rozpoczęła się praktyka – sesje coachingowe z liderkami i liderami ukraińskich NGO. Pracowałyśmy z osobami, które ponoszą odpowiedzialność za zespoły, projekty i procesy humanitarne w warunkach wojny. Równolegle odbywały się regularne superwizje tworzące przestrzeń do omawiania trudnych momentów, wątpliwości i otrzymywania wsparcia.
Ważnym moim zdaniem elementem projektu, było wynagrodzenie za praktyki. W sektorze humanitarnym zbyt często przyzwyczajamy się do logiki nadludzkiego wysiłku tłumaczonego misją, gdy troska o siebie oraz własne finanse schodzą na dalszy plan, są ignorowane, a czasem nawet krytykowane. Co samo w sobie zwiększa ryzyko wypalenia. Włączenie wynagrodzenia stało się sygnałem wartości: praca nad odpornością liderek i liderów to pełnoprawna działalność profesjonalna, wymagająca czasu, uwagi i uznania.
W pracy w sektorze humanitarnym niejednokrotnie obserwowałam, jak ważna w warunkach kryzysu staje się rola profesjonalnej osoby liderskiej. Gdy wszystko wokół jest niestabilne i nieprzewidywalne, to właśnie ona pomaga zachować wewnętrzny kręgosłup i utrzymać stabilność zespołu. Jednocześnie oznacza to dla niej ogromne obciążenie – mentalne, emocjonalne i organizacyjne.
Coaching pomaga zwolnić, tworzy bezpieczne warunki do regulacji napięcia, daje czas na refleksję i możliwość podzielenia się z kimś ciężarem, jaki liderki i liderzy niosą często samotnie każdego dnia.
Szczególnie poruszyła mnie informacja zwrotna od jednej z klientek w programie: najważniejsze było dla niej poczucie, że w tym procesie nie jest sama. Że nasze spotkania dają jej możliwość rozładowania napięcia, przeanalizowania trudnych sytuacji, podejścia do pracy, obciążenia i odpoczynku, przyjrzenia się mechanizmom samoregulacji. Raz w tygodniu miała godzinę tylko dla siebie, kiedy nie jest wyłącznie liderką z olbrzymią odpowiedzialnością, lecz także po prostu człowiekiem.
Wzmacnianie ekosystemu wsparcia
Program otworzył uczestniczkom nową ścieżkę zawodową, stał się potwierdzeniem ich kompetencji i poszerzeniem perspektywy, przyniósł poczucie, że nie jest się samą w swoich wątpliwościach i zmęczeniu.
Dla mnie kluczowe okazało się zrozumienie, jak ważne jest wzmacnianie nie tylko pojedynczych liderów, lecz całego systemu wsparcia tych, którzy wspierają innych. Osoby pracujące w sektorze humanitarnym stanowią oparcie dla setek i tysięcy ludzi. Podtrzymują zespoły, projekty i całe społeczności. A jednocześnie potrzeby tej grupy pozostają na marginesie. Tymczasem to właśnie brak systemowego wsparcia sprawia, że silni, oddani swojej misji specjalistki i specjaliści stopniowo wypalają się i odchodzą z sektora.
Odporność i trwałość zaczyna się od wsparcia osób biorących na siebie odpowiedzialność za innych. Jestem przekonana, że to założenie powinno stać się nieodłączną częścią międzynarodowych programów, szczególnie tych realizowanych w warunkach kryzysu. Właśnie w tym kierunku chcę rozwijać swoją działalność zawodową.
W świecie, w którym kryzysy stają się nową normą, wsparcie wspierających staje się koniecznym warunkiem trwałości całych społeczności i systemów pomocy.